Słynne lodowisko na Łomnicy w Karpaczu

            Mało znanym faktem jest to, że w Karpaczu było jeszcze nie tak dawno lodowisko i prawdziwy tor łyżwiarski, którego rekordy odnotowane są w księdze rekordów europejskich torów łyżwiarskich.

Położenie w samym centrum było bardzo atrakcyjnym miejscem, gdzie uprawiano sporty zimowe.
Niedaleko niego ulokowano też koniec toru saneczkowo-bobslejowego. A od wiosny do jesieni po tym zbiorniku wodnym można było pływać kajakami, a nawet rowerami wodnymi. Na brzegu rzeki Łomnicy wybudowano obiekt, w którym była restauracja i hotel. Stała tam też prawdziwa muszla koncertowa, w której regularnie odbywały się koncerty w letnim sezonie turystycznym. Informatory i przewodniki z okresy przed II wojną światową polecały to miejsce dla turystów zimą i latem. Tak samo było zaraz po zakończeniu wojny.
            Zlokalizowany tutaj tor łyżwiarski funkcjonował oficjalnie przez pół wieku, w latach
1900-1949, a więc za czasów niemieckich, jak i polskich. Pierwsze zawody odbyły się na nim w 1900 roku, czyli jeszcze przed rozpoczęciem prac związanych z wybudowaniem w tym miejscu zapory na Łomnicy. A ostatni zawody rozegrano w 1949r. Tamę na Łomnicy wzniesiono w latach 1910-1915 w celu wyłapywania kamieni, gruzu i piasku niesionego z gór przez tę rzekę. Budowla ta znacznie podniosła atrakcyjność tego miejsca i to zarówno latem, jak i zimą. Zamarznięty   zbiornik wodny doskonale nadawał się na lodowisko. Grano tutaj w hokeja, zapomniana już grę rzutkami po lodzie, czyli „Eisschiessen” oraz przygotowywano tor łyżwiarski, na którym rozgrywano zawody w jeździe szybkiej na lodzie.
            W dawnych wydawnictwach znaleźć można zdjęcia sportowców uprawiających sporty zimowe na tym lodowisku. Hokeiści rozgrywający mecze sportowe, gracze strzelający „jajami” (Eisschiessen), czy też łyżwiarze ścigający się na torze.
            W Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu na wystawie stałej eksponowana jest dawna, oryginalna rzutka do Eisschiessen, którą wydobyto z dna zapory wodnej na Łomnicy, umieszczono ją na ekspozycji stałej. Wzbudza ona też i dzisiaj duże zainteresowanie wśród zwiedzających.
            Curling czy też Eisschiessen to mało znana w naszym kraju gra na lodzie, nie mająca też dotąd polskiej nazwy. Curling rozgrywany jest na dwóch równoległych torach zakończonych kołami, między dwoma drużynami po 4 zawodników, polegająca na tym, że gracze obu drużyn wykonują na własnym torze rzuty kamieniem w taki sposób, aby kamień ślizgając się po torze, zatrzymał się jak najbliżej koła docelowego. „ Eisschiessen” to nieco zmieniona forma curlingu. Która jest rozpowszechniona w Szwajcarii i innych krajach alpejskich.
            W Polsce w ostatnich latach podjęto skuteczne próby reaktywowaniu curlingu. W pobliskich Piechowicach powstał Karkonoski Klub Curlingu, którego zawodnicy trenują i rozgrywają zawody w Czechach. Autor tego artykułu jest też członkiem-założycielem tego klubu.
            Na torze łyżwiarskim w Karpaczu w dniach 14-15 stycznia 1930 roku rozegrano Mistrzostwa Niemiec. Mistrzem Niemiec na dystansie; 500 m. Został wtedy Mattias Donaubauer (53,60 s), 1500m. Dawid Barwa (2.52,00 s), a w wieloboju łyżwiarskim w 1930 r. Artur Vollsted, który zajął drugie miejsce na wszystkich rozgrywanych dystansach . Był on również uczestnikiem zimowych igrzysk olimpijskich rozgrywanych w 1928 r. W St. Moritz w Szwajcarii.
            Po II wojnie światowej w 1949 r. Na tym torze rozegrano także pierwsze mistrzostwa Polski w jeździe szybkiej na lodzie. Stratował wtedy najbardziej utytułowany polski łyżwiarz z okresu przedwojennego Janusz Kalbarczyk , który ustanowił wtedy aż cztery rekordy tego toru, w biegu na: 500 m, 3000 m, 5000 m i w czteroboju. A rekordy pań na tym torze (500 m, 1000 m, 1500 m, 3000m) na tym samym Mistrzostwach Polski ustanowiła Jadwiga Głażewska – zawodniczka IKP Łódź, ŁKS i OM – TUR Łódź, pionierka sportu kobiet Łodzi. Jednymi rekordami toru, które przetrwały jeszcze z okresu przedwojennego były wyniki uzyskane przez Niemca Matthiasa Donaubera (1000 m) i Austriaka Rudolfa Riedla (1500 m).
             Po roku 1949 miejsce to w miarę upływu lat zatracało swoje bardzo ważne znaczenie sportowe, a postawione tam obiekty, nie remontowane i nie nadzorowane były niszczone.
            Dzisiaj jest tylko zapora (po remoncie!) i bardzo romantyczny nastrój tego miejsca z pięknym widokiem na góry, który niestety coraz bardziej zarasta drzewami. Przez zaporę przebiega Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza, znakowany kolorem czerwonym.
           
Zbigniew Kulik
 
(Korkontoi nr 3/2004)