Zima 2.0. Pięknie, ale i niebezpiecznie!

powrót
drukuj     rozmiar tekstu - +
6.02.2020

Niemal wszystkie nitki prowadzące kotłami polodowcowymi w kierunku głównego grzbietu Karkonoszy są zamknięte dla pieszych niezależnie od tego czy mają na nogach, buty, rakiety czy narty. Strome, północne stoki Karkonoszy zimą, to nie żarty. Śniegu przybywa. Tak jest w lutym i być może w marcu 2020 roku. Aura drugi rok z rzędu zachowuje się podobnie. We Wrocławiu, Katowicach, Krakowie i Rzeszowie kolorowo. Im dalej od tych miast tym bardziej biało. W Karpaczu nareszcie też.

„5 lutego 2020 r. Karpacz 795 m.n.p.m, temperatura: -5,0°C, odczuwalna -7,3°C, NW słaby (5,0m/s), pełne zachmurzenie, umiarkowany śnieg, Widoczność: dobra. Pokrywa śnieżna: 25,0 cm świeży, przewiany.” Może jeszcze dopada, może się utrzyma… Prognozy są umiarkowanie optymistyczne. Na razie zima, jak w starym kinie. Nie dziwi więc fakt, że komunikat karkonoskiego GOPR-u, rankiem 5 lutego br. brzmiał następująco: „W szczytowych partiach Karkonoszy temperatura od -7 do -10 st. C. Wiatr północno-zachodni silny w porywach bardzo silny - obniża temperaturę odczuwaną. Zachmurzenie całkowite i mgła, po południu możliwe przejaśnienia, widzialność zmienna. W ciągu dnia przelotne opady śniegu. Na szlakach zalega świeży śnieg, a miejscami ponad metrowe zaspy - szlaki nieprzetarte"

Obowiązuje Drugi stopień zagrożenia lawinowego - umiarkowany

Pokrywa śnieżna jest na ogół związana dobrze, ale na niektórych stromych stokach jest związana umiarkowanie. Wyzwolenie lawiny jest możliwe przeważnie przy dużym obciążeniu dodatkowym, szczególnie na stromych stokach wskazanych w komunikacie lawinowym. Samoistne zejście bardzo dużych lawin jest mało prawdopodobne. Częściowo niekorzystne warunki. Poruszanie się wymaga umiejętności oceny lokalnego zagrożenia lawinowego, odpowiedniego wyboru trasy oraz zachowania elementarnych środków bezpieczeństwa na wszystkich stromych stokach, a szczególnie na wskazanych w komunikacie lawinowym, jako niekorzystnych pod względem wystawy lub wysokości.

Nie straszymy, ale…

Warto pamiętać, że największa tragedia w dziejach naszego kraju spowodowana lawiną miała miejsce nie w Tatrach, a w karkonosko-karpackim Białym Jarze. W 2018 roku od tamtych chwil minęło pięćdziesiąt lat.

„Pierwsze ostrzeżenie nadeszło 17. marca. Lawina porwała siedmiu narciarzy, których szczęśliwie odnaleziono i odratowano. Trzy dni później grupa zagranicznych turystów opalała się w słońcu u podnóża Śnieżki. Część z nich postanowiła wyruszyć na szlak, ignorując komunikaty służb ratowniczych. Obrali drogę wiodącą Białym Jarem, a konkretnie jej letni odcinek. Warunki pogodowe wydawały się piękne, ale ocieplenie wraz z silnym wiatrem nadwyrężyły znacznie stabilność pokrywy śniegowej. W rezultacie 24 osoby zostały porwane przez ogromną lawinę. Pomimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej bilans okazał się tragiczny. 19 turystów zginęło pogrzebanych żywcem. Ostatnią ofiarę odkopano dopiero 15 dni później. W akcji brało udział ponad 1100 osób, w tym Czesi. Do przekopania mieli zaspy o głębokości nawet 15 m”.

Warto wymienić niektóre parametry lawiniska, żeby uzmysłowić sobie, jakim była gigantem. Usypisko miało: od 600 m do 800 m długości (niektóre źródła mówią, że nawet ponad kilometr), od 25 m do ponad 80 m szerokości, średnią grubość ok. 12 m, wysokość czoła od 20 m do 25 m. Pomimo dużej rozbieżności (parametry różnią się w zależności od źródła), dane te są imponujące. W naszym kraju nigdy wcześniej, później zresztą też, nie odnotowano lawiny o tak kolosalnych rozmiarach.

Zagrożenie umiarkowane – rozsądek bez granic

Drugi stopień zagrożenia lawinowego ogłoszony przez GOPR na terenie Karkonoszy, to nic innego jak delikatna sugestia, żeby zastanowić się przed wyprawą w stronę grani. „Dwójka” to jedno, reszta uwarunkowań pogodowych to drugie. Należy je dodać, lekko wstrząsnąć i wyciągnąć wnioski. Może świątynia Wang?

Drugi stopień obowiązywał w Tatrach, gdy 28 stycznia 2003 roku na Rysy wybrała się grupa tyskich licealistów. W lawinie zginęło ośmioro młodych ludzi (w tym, jedna osoba zmarła po dziesięciu tygodniach od tragedii).

Lawinowi „klienci”

Oddajmy głos ratownikowi GOPR, Jakubowi Radlińskiemu: „(…) Na większości obszaru Karkonoszy (…) poruszanie się poza bezpiecznymi szlakami jest nielegalne – mówią o tym przepisy parku narodowego.(…) Nie możemy jednak zamykać oczu na fakt, że snowboarderzy, narciarze, wspinacze „kłusują” często w niebezpiecznych rejonach. Wtedy apelujemy o stosowanie się do zasad poruszania się i o posiadanie wyposażenia takiego, jak w „dorosłych” górach. Lawinowa „święta trójca” (detektor, sonda, łopata) powinna być standardowym wyposażeniem, a jeszcze ważniejsza powinna być wiedza. Tam gdzie lawiny są sporadyczne lub praktycznie ich nie ma, możemy zalecać tylko rozsądek". 

Zwróćmy przede wszystkim uwagę na to, kto jest najbardziej prawdopodobnym „klientem” potencjalnych lawin w takim terenie – najczęściej narciarze i snowboarderzy. Dlaczego? Ano dlatego, że szukają takich lawinowych miejsc: z dużą ilością śniegu (często nawianego), stromych, można powiedzieć, „żlebopodobnych” stoków. Jak już takie znajdziemy, to nawet jeżeli są (…) przyjrzyjmy się im z perspektywy wiedzy o lawinach, sprawdzając czy nachylenie jest większe od 30° (wiosną i przy bardzo niekorzystnych warunkach od 25°), szukając typowych sygnałów ostrzegawczych, takich jak: pękająca pokrywa (nawet jeśli to jest miękki śnieg), innych oznak przewianego śniegu, zjeżdżających płyt śnieżnych, zwróćmy uwagę, czy był duży opad lub czy w ostatnich dniach nie nastąpiło gwałtowne ocieplenie". 

Jak w wielu miejscach na tym portalu, wspominając szczególnie o zimie w Karkonoszach, górach pięknych i groźnych, namawiamy do zapoznawania się z informacjami meteo choćby z poniższych źródeł:

Post scriptum, czyli czasem lepiej odpuścić...

Jak informuje Gazeta Wrocławska, dwoje turystów z Łodzi próbowało w poniedziałek, 4 lutego wieczorem dojść zamkniętym czerwonym szlakiem do schroniska Dom Śląski. Jest to teren zagrożony lawinowo, a w Karkonoszach obowiązuje teraz 2 stopień. Warunki okazały się jednak zbyt trudne dla możliwości pary. Musieli wezwać pomoc.

Ratowników zawiadomił pracownik schroniska Dom Śląski, gdzie dotarł mężczyzna. Jego partnerka nie była w stanie dojść tam samodzielnie, mężczyzna zostawił ją więc w jamie śnieżnej. Przebywała w rejonie Kotła Łomniczki. W akcji, ze względu na bardzo trudne warunki, udział brało 8 GOPRowców podzielonych na dwuosobowe zespoły. Kolejnych 10 ratowników czekało także w pogotowiu na dole, w Karpaczu. GOPR-owcy do kobiety mogli dostać się jedynie na nartach skiturowych, niemożliwe było użycie skuterów śnieżnych. Dotarli do niej po dwóch godzinach od otrzymania zgłoszenia. Poszkodowana nie mogła się samodzielnie poruszać. Została ewakuowana.

Sławomir Czubak, naczelnik Karkonoskiej Grupy GOPR apeluje do wszystkich turystów o rozwagę i niewchodzenie na zamknięte szlaki: 

"Każdy z nich jest dobrze oznaczony i najczęściej zamknięty szlabanem. Nocna przygoda dwójki turystów z Łodzi, oprócz strachu i zaangażowania wielu ludzi, mogła się skończyć o wiele poważniejszymi konsekwencjami". 

Źródło: